Styczeń:
Tegoroczny styczeń był jakby początkiem zmian. Małe decyzje zaważyły na tym, na czym teraz stoję, z kim się przyjaźnie i jak spędzam noce.
Jakoś 23 stycznia nie miałam absolutnie nic do roboty, więc odpaliłam sobie YouTube i szukałam śmiesznych kotów. Tak, śmiesznych kotów. W proponowanych pojawił mi się nikt inny jak Zuzanna Borucka, znana także jako Banshee. Oglądałam jej filmiki i przydarzyła mi się taka sama sytuacja jak wcześniej, tylko teraz w proponowanych wyskoczył mi youtuber - Rezigiusz. Oglądałam wszystko na jego kanale. Nie spałam w nocy i cały czas oglądałam filmik za filmikiem. Równo 25 stycznia tego roku wstałam rano i dosłownie pobiegłam do laptopa. Rutynowo włączyłam yt i chciałam dalej oglądać Remka, ale na stronie głównej wyświetlił się Jasiek. Konkretnie pierwszy odcinek Tereferemail. Pierwsze wrażenie nie było jakoś dobre, ale wciągnęłam się w jego filmiki i tak właśnie zostałam Firanką.
Luty:
W tym miesiącu też nie wydarzyło się nic "wielkiego". W dniu 26 stycznia dowiedziałam się co to TeamSpeak i że istnieje coś takiego jak "ts.jasmc.pl". To właśnie tam z biegiem czasu poznałam zdecydowanie większą część moich przyjaciół. Od tego dnia praktycznie codziennie tam jestem. Niby nic, a jednak coś.
Marzec:
Chyba najbardziej wyczekiwanym dniem dla każdej Firany jest dzień spotkania Jaśka. Takim dniem był 20 marca. Z biegiem czasu zmieniłam swoje nastawienie do niego i na dziś dzień to dla mnie nic wielkiego. Jednak wtedy? Byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Oprócz tego w Marcu poznałam Ankę i całą Mazeepe - moich obecnych internetowych przyjaciół. Co prawda skład Mazeepy się ciągle zmienia, ale i tak każdego z nich mogę uznać za if.
Kwiecień:
W kwietniu nie działo się absolutnie nic. Może po za planowaniem wyjazdów na różne eventy, które i tak nie wypaliły.
Maj:
Płacz i zgrzytanie zębami. Nic mi się nie udawało i miałam ochotę zniknąć z internetu raz na zawszę.
Czerwiec:
Zakończenie 2 klasy i myśl o tym że przede mną już tylko jeden rok męczarni w tym pieprzonym gimnazjum. No i rozpoczęcie najlepszych wakacji jak do tej pory.
Lipiec:
Jednym słowem wielkie zamieszanie. Oferta na obóz, poznanie najlepszego Teamu przyjaciół i proszenie mamy o zgodę na wyjazd. Na całe szczęście się udało.
Wspominałam wcześniej, że pisałam FanFiction? W lipcu zakończyłam pisać "książkę".
Sierpień:
Najtrudniejszy miesiąc do napisania. Działo się wszystko. Łzy szczęścia i smutku. Obóz, spotkanie przyjaciół, wszystkie chwile spędzone razem. Każda z chwil spędzonych razem jest nie do opisania. Spędziłam 12 dni z tzw ekipą Terefere i bardziej wspominam czasy spędzone tam ze zwykłymi uczestnikami. Nie jedna psycho firana by mnie zabiła za to zdanie. Właśnie wtedy odkryłam, że jest coś ważniejszego niż zwrócenie na siebie uwagi "idola" (Jeżeli tak można nazwać youtubera).
Wrzesień:
Warszawa. Pierwszy wyjazd samemu, bez rodziców. Jak było? Zajebiście. Ponownie spotkałam Okoń Team i spędziłam przy tym świetny czas w stolicy, a to co działo się w nocy pozostanie tajemnicą 8).
Październik:
Październik był tylko planowaniem. Nie działo się zupełnie nic.
Listopad:
Wyczekiwane spotkanie z Klau. Jeszcze nigdy się tak nie bałam przed spotkaniem z kimś. Później okazało się, że nie było się czego bać i że muszę kupić GPS, ale o tym był inny post na tym blogu.
Właśnie od listopada moja mama dosłownie nie ma życia. Od tamtej pory nie ma dnia w której nie usłyszałaby słowa "MeetYt", ale do tego jeszcze kiedyś wrócimy.
Grudzień:
Grudzień miesiącem świąt... Mimo wszystko spotkałam się dwa razy z Malwiną i wczoraj (30.12.2k15) z Chmurką. Mam nadzieje, że będzie więcej takich szybkich spotkań.
Może nie działo się mega wiele w tym roku, ale dzięki wydarzeniom z niektórych miesięcy zapewniłam sobie wspomnienia do końca swojego życia. A jak wam minął ten rok? Zaliczacie go do
udanych?
Jakoś 23 stycznia nie miałam absolutnie nic do roboty, więc odpaliłam sobie YouTube i szukałam śmiesznych kotów. Tak, śmiesznych kotów. W proponowanych pojawił mi się nikt inny jak Zuzanna Borucka, znana także jako Banshee. Oglądałam jej filmiki i przydarzyła mi się taka sama sytuacja jak wcześniej, tylko teraz w proponowanych wyskoczył mi youtuber - Rezigiusz. Oglądałam wszystko na jego kanale. Nie spałam w nocy i cały czas oglądałam filmik za filmikiem. Równo 25 stycznia tego roku wstałam rano i dosłownie pobiegłam do laptopa. Rutynowo włączyłam yt i chciałam dalej oglądać Remka, ale na stronie głównej wyświetlił się Jasiek. Konkretnie pierwszy odcinek Tereferemail. Pierwsze wrażenie nie było jakoś dobre, ale wciągnęłam się w jego filmiki i tak właśnie zostałam Firanką.
Luty:
W tym miesiącu też nie wydarzyło się nic "wielkiego". W dniu 26 stycznia dowiedziałam się co to TeamSpeak i że istnieje coś takiego jak "ts.jasmc.pl". To właśnie tam z biegiem czasu poznałam zdecydowanie większą część moich przyjaciół. Od tego dnia praktycznie codziennie tam jestem. Niby nic, a jednak coś.
Marzec:
Chyba najbardziej wyczekiwanym dniem dla każdej Firany jest dzień spotkania Jaśka. Takim dniem był 20 marca. Z biegiem czasu zmieniłam swoje nastawienie do niego i na dziś dzień to dla mnie nic wielkiego. Jednak wtedy? Byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Oprócz tego w Marcu poznałam Ankę i całą Mazeepe - moich obecnych internetowych przyjaciół. Co prawda skład Mazeepy się ciągle zmienia, ale i tak każdego z nich mogę uznać za if.
Kwiecień:
W kwietniu nie działo się absolutnie nic. Może po za planowaniem wyjazdów na różne eventy, które i tak nie wypaliły.
Maj:
Płacz i zgrzytanie zębami. Nic mi się nie udawało i miałam ochotę zniknąć z internetu raz na zawszę.
Czerwiec:
Zakończenie 2 klasy i myśl o tym że przede mną już tylko jeden rok męczarni w tym pieprzonym gimnazjum. No i rozpoczęcie najlepszych wakacji jak do tej pory.
Lipiec:
Jednym słowem wielkie zamieszanie. Oferta na obóz, poznanie najlepszego Teamu przyjaciół i proszenie mamy o zgodę na wyjazd. Na całe szczęście się udało.
Wspominałam wcześniej, że pisałam FanFiction? W lipcu zakończyłam pisać "książkę".
Sierpień:
Najtrudniejszy miesiąc do napisania. Działo się wszystko. Łzy szczęścia i smutku. Obóz, spotkanie przyjaciół, wszystkie chwile spędzone razem. Każda z chwil spędzonych razem jest nie do opisania. Spędziłam 12 dni z tzw ekipą Terefere i bardziej wspominam czasy spędzone tam ze zwykłymi uczestnikami. Nie jedna psycho firana by mnie zabiła za to zdanie. Właśnie wtedy odkryłam, że jest coś ważniejszego niż zwrócenie na siebie uwagi "idola" (Jeżeli tak można nazwać youtubera).
Wrzesień:
Warszawa. Pierwszy wyjazd samemu, bez rodziców. Jak było? Zajebiście. Ponownie spotkałam Okoń Team i spędziłam przy tym świetny czas w stolicy, a to co działo się w nocy pozostanie tajemnicą 8).
Październik:
Październik był tylko planowaniem. Nie działo się zupełnie nic.
Listopad:
Wyczekiwane spotkanie z Klau. Jeszcze nigdy się tak nie bałam przed spotkaniem z kimś. Później okazało się, że nie było się czego bać i że muszę kupić GPS, ale o tym był inny post na tym blogu.
Właśnie od listopada moja mama dosłownie nie ma życia. Od tamtej pory nie ma dnia w której nie usłyszałaby słowa "MeetYt", ale do tego jeszcze kiedyś wrócimy.
Grudzień:
Grudzień miesiącem świąt... Mimo wszystko spotkałam się dwa razy z Malwiną i wczoraj (30.12.2k15) z Chmurką. Mam nadzieje, że będzie więcej takich szybkich spotkań.
Może nie działo się mega wiele w tym roku, ale dzięki wydarzeniom z niektórych miesięcy zapewniłam sobie wspomnienia do końca swojego życia. A jak wam minął ten rok? Zaliczacie go do
udanych?





















