czwartek, 12 listopada 2015

but I'm not a good guide // Internet friend

Nie jeden z was może mi zarzucić to, że co drugie wyrażenie na tym blogu brzmi "internetowi przyjaciele". Zdaje sobie tego sprawę, ale moi if są tak jakby małą częścią mnie. Bez tej części nie byłabym w 100% sobą. W sobotę 7 listopada miałam okazję spotkać właśnie jedną z nich.
Po raz pierwszy.
Po ośmiu miesiącach znajomości.
Jak to jest? Tak w skrócie jest najlepiej.
Tego się słowami opisać nie da.
Podczas tego spotkania wyszło na jaw, jak dobrze znam teren mojego najbliższego miasta (i że Klau ma podbródek). To wcale nie tak, że wyprowadziłam nas w pole. Nikt mi tego nie wmówi. Zamiast iść prosto, skręciliśmy w prawo i przez ponad kilometr szliśmy przed siebie.
Oprócz pól zdążyliśmy zwiedzić McDonald w Galerii Jurajskiej oraz budkę do robienia zdjęć, która okazała się być zepsuta i tylko zżarła pieniądze.
Mimo tego, że nie do końca udało nam się zrobić to, co mieliśmy w planach, to i tak zabawa była przednia. W polach udało nam się zrobić meega dużo zdjęć i co najważniejsze - widzieliśmy śmieszne kaczki.
Na całe szczęście widzimy się znów w styczniu na MeetYt. Co prawda do stycznia jeszcze daleka droga ale nam się nie uda?
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz